Kraj kebabem i ayranem płynący ...
...czyli Turcja. Dawno mnie tu nie było, a to dlatego, że w odróżnieniu do mojego rutynowego trybu życia tj. grania i podziwiania mojej tzw. "trzeciej nogi", spędziłem dwutygodniowy urlop właśnie w Turcji - konkretnie w Istambule z małą odskocznią na wschód kraju w okolice granicy z Syrią. Wyjazdy są dla mnie nietypowe więc zdecydowanie nie można nazwać mnie podróżnikiem lecz są rzeczy, które poruszyły mnie na tyle, że chciałem się nimi podzielić ze światem.
Oczywiście pierwszym i najważniejszym czynnikiem jaki przykuł moją samczą uwagę było JEDZENIE, a uwierzcie mi Turcja ma mnóstwo do zaoferowania w tej kwestii. Piękne, majestatyczne, ociekające tłuszczem walce mięsa są na każdym kroku, a wąsaci Turcy radośnie cały czas drą ryja byś ich przypadkiem jakimś cudem nie przegapił. O dziwo, wbrew plotkom, jest tak samo dużo "kebabów" z kurczaka jak i z baraniny, jak nie więcej (być może ukłon w stronę turystów). Dlaczego w cudzysłowie? Bo to co my nazywamy kebabem, w Turcji jest po prostu mięsem w bułce. Podchodzimy do rumianego wąsacza i mówimy "Bir Tavuk Ekmek" czyli "Jeden Kurczak w Ekmeku" (jeden z trzech rodzajów tamtejszego chlebka) i dostajemy bułę pełną mięcha. Oprócz ekmeka, który przypomina nieco mniejszą wersję naszej bułki poznańskiej jest jeszcze dönner, będący ulepszoną wersją naszego cienkiego ciasta i w tym rozsmakowałem się najbardziej, oraz pide czyli tzw. na grubym. Kolejną znaczącą różnicą jest brak sosów. Żadnego ostry, łagodny, mieszany. Nie ujmuje to smakowi jednak sprawia, że w niektórych miejscach taki "kebab" jest po prostu suchy. Jednak gdy trafimy na prawdziwie soczyste doprawione mięcho, pomidorki i sałatkę to szkurna mistrzostwo. Najlepsze mięcho w bułce zjadłem na wschodzie w knajpie, która przypominała wylęgarnię żółtaczki i duru brzusznego. Jednak po pierwszym razie "zemsta Montezumy" nie dała o sobie znaku toteż zjadłem tam po raz kolejny i niestety za drugim razem poczułem się gorzej .... i umarłem..... Haha! Oczywiście żartuję. Gdybym umarł jak mógłbym teraz pisać ten tekst głuptasy! No więc po raz kolejny obyło się bez przygód. A posiłek był genialny i specyficzny zarazem, ponieważ była to wersja "zrób to sam". Kelner rozstawił na szarym papierze (który doskonale wszyscy wiemy, że tak naprawdę jest brązowy) talerze z poszczególnymi elementami strawy - cebula, zielenina, cytryna do wyciśnięcia, pomidory, coś jak sos ale bardziej jak salsa - bardzo ostra (tak wiem, mówiłem że nie ma sosów ale mówię to nie był do końca taki typowy sos, poza tym ten element był rzadkością), starte chilli i mięcho. A mięcho było wyjątkowe. Idealnie wypieczone, mięciutkie, ociekające soczystością i doprawione jak syn suki. Do tego dönner pokaźnych rozmiarów o konsystencji gumy arabskiej. No i samemu trzeba było napakować naleśnik farszem zwinąć i zjeść. Aaaach. Do tego obowiązkowy ayran, który towarzyszył mi niemalże przy każdym posiłku. Jest on dostępny niemalże w każdym Kebabie u nas i polecam go spróbować. Jest on dość specyficzny i nie każdemu może przypasować. Smakuje on nieco jak pitny oscypek z nutką goryczy. Dla mnie idealnie pasuje do kurczakowej uczty. No dobra to w takim razie czym jest kebab? To mielone - oczywiście odpowiednio doprawione - mięso zakładam, że z baraniny, nadziane na szpikulce i upieczone. Podane z takim samym zestawem warzyw jak w przypadku "kebaba". Jak dla mnie pierwsza klasa. Bardzo soczyste i aromatyczne. Właściwie w Turcji wszystko jest tłuste przez co takie soczyste, a wiadomo że to tłuszcz, właśnie, łączy smaki także jak najbardziej jest wskazany :) Jako ciekawostka dodam jeszcze, ze do niektórych "kebabów" do środka dodaje się frytki. Połączenie frytki + bułka może wydawać się dziwne ale jest w porządku. Jest też wersja z rybą tzw. balik ekmek.
No ale nie samym kebabem człowiek żyje. Co jeszcze? Na śniadanie jada się melemen czyli po prostu jajecznicę na bazie pomidorów, cebuli i papryki lub odmianę na pikantnej kiełbasie, której niestety nazwy już nie pamiętam ale oczywiście tę wersję preferowałem. Do tego bajgiel lub plackowaty chlebek nadziewany pieczonymi ziemniakami, mięsem lub szpinakiem. Niestety nie pamiętam nazwy ale naprawdę bardzo dobry, rozpływający się ustach dodatek. Popularnym posiłkiem zjadanym zarówno na śniadanie jak i kolacje jest lahmacun (czyt. lahmadżun) przypominający pizzę. Jest to cieniutkie ciasto z cebulowo mięsnym farszem zapiekane w piecu (najlepiej kamiennym). Do tego tradycyjnie dodatki "wg uznania" - cebula, pomidory itp. Gdy jadłem to cudo, po zrolowaniu, smakiem strasznie przypominało mi pierogi mojej babci. Oprócz tego na ulicach na każdym kroku znajdziemy kukurydzę w dwóch odmianach - gotowaną i opalaną na grillu (polecam tę drugą), pieczone kasztany spotykane u nas chyba tylko w Święto Zmarłych, małże, sok pomarańczowy i absolutnie wszędobylską herbatę. Nie jestem żadnym herbaciarzem ani herbatnikiem ale od razu czuć różnicę w smaku w porównaniu z jakąś tam Sagą, w ogóle nie ma porównania. W ogóle w Turcji jest wielka kultura picia herbaty. Widok wąsaczy niosących tace pełne szklaneczek herbaty i pijących ją ludzi jest permanentny. Wypad do pubu? Zwariowałeś? Napijmy się herbatki. na spacerze, do posiłku, do rozmowy, do partyjki OKE! ( u nas Rummikub) lub Tryktraka, do wszystkiego. Jedyną rzeczą jakiej nie odważyłem się zjeść to czekające na klienta surowe szaszłyki z wątróbki i tańczącymi wokół muchami. Nie zjadłem też popularnej zupy z mózgu owcy bo ostatecznie nie znalazłem serwującego ją lokalu.
A jak się mają popularne sieci restauracji w tym ociekającym pysznościami kraju? W nowoczesnym Istambule mają się dobrze. Jest sporo McDonaldów i jeszcze więcej Burger Kingów. Przewagę Kingów odbieram jako duży plus. W smaku nie odbiega od tego co mamy w Polsce jednak miłym akcentem jest dodawany do frytek, obok ketchupu, majonez. Naprawdę pasuje. Na wschodzie króluje tradycja.
A jak się mają popularne sieci restauracji w tym ociekającym pysznościami kraju? W nowoczesnym Istambule mają się dobrze. Jest sporo McDonaldów i jeszcze więcej Burger Kingów. Przewagę Kingów odbieram jako duży plus. W smaku nie odbiega od tego co mamy w Polsce jednak miłym akcentem jest dodawany do frytek, obok ketchupu, majonez. Naprawdę pasuje. Na wschodzie króluje tradycja.
Druga rzecz, która mnie znokautowała to "kultura" jazdy samochodem. Turcy jeżdżą jak chcą. Tam nie istnieje pojęcie zwalniania. Cały czas jedzie się ze stałą prędkością, ewentualnie się przyspiesza gdy ktoś chce się wepchnąć. Ponadto nikt nikomu nie ustępuje więc po prostu jak ktoś się wpycha musi zdążyć inaczej kraksa, a o dziwo wypadku nie widziałem tam żadnego. Jeśli myślisz, że uliczka którą idziesz jest zbyt ciasna by mógł tu wjechać samochód lepiej się obejrzyj. Za Tobą może właśnie jakiś się rozpędzać i celować prosto w Ciebie.
Poza tym wydaje mi się, że Turcy mają w sobie coś z nietoperzy bo na ulicy "widzą" inne pojazdy tylko na podstawie echolokacji. Cały czas i bez ustanku wszyscy trąbią tworząc na ulicy wielkie pole dźwiękowe, dzięki któremu pojazdy są widoczne. Masz popsuty klakson? Jesteś niewidzialny. Jesteś przechodniem? Jesteś tak samo umownym fragmentem ulicy jak pasy czy znaki pionowe. Odnośnie pieszych jeszcze. Na początku narzekałem, że przejścia są jakieś wąskie i ciężko się ustawić na wysepce. Inni też tak najwidoczniej uważali i przechodzą jak chcą, gdzie chcą niezależnie od koloru świateł i prędkości zbliżających się samochodów.
Na koniec jeszcze krótko o mentalności Turków. Dla turystów są bardzo mili i pomocni do tego stopnia, że nawet jak nie mają pojęcia jak nam pomóc to i tak zawsze wskażą jakiś kierunek, w którym mamy się udać. raz dzięki takim wskazówką utknąłem z dziewczyną, chyba na prawie godzinę, na pokaźnej pętli autobusowej, aż finalnie skorzystaliśmy z taksówki :] Ponadto są upierdliwi z zapraszaniem do swoich straganów i potrafią się z nami targować bez naszego udziału. Mogą sami z siebie zejść z 10 do 4 lir i jeszcze gonić za nami z towarem już zapakowanym ładnie w torbę. Poza tym to dobre chłopaki.




Tyle tekstu o żarciu?? A gdzie o pięknych Turczynkach, ciemnookich boginiach?? Rozumiem że laska nie pozwalała na podziwianie ??:) Jak taki Kebab Turecki ma sie do tego w Pl?? Jest różnica?? chodzi mi o smak mięsa?? I czy jadłeś kebaba który był marny?? bo w PL zawsze sie trafi jakiś "Turas z Albanii" co nie potrafi przypiec pięknie mięsiwa. Tekst elegancji :)
dobry tekst wkońcu wielki come back.
Przystojny Tomaszu, tekst super. Opisane naprawdę ciekawie :) Fajne Fajne :)
W mięsie z kurczaka nie ma specjalnie różnicy. Baraninka jest zdecydowanie lepsza ale to w sumie też zależy. U nich w większości knajp kebab to nie jest jakieś wielkie danie jak u nas, że najpierw wcinasz nadmiar mięsa widelcem do momentu aż jesteś w stanie objąć bułę jadaczką. Często dostaje się kanapkę wielkości tej z "oscara" czy innej budy ze strzępami mięsa i zieleniny. W lepszych miejscach lub bardziej tradycyjnych (brudnych) mięso jest o niebo lepsze i wszystkiego jest więcej. Niedobrego nie jadłem, w najgorszym wypadku - zjadliwa kanapka na ciepło.
PS Hehe zwiedziłem w swoim życiu całe 3 kraje i Turczynki stawiam na pierwszym miejscu, za nimi Ukrainki i na końcu Hiszpanki. Tylko ciiicho :P
bardzo dobry tekst panie kolego, szkoda tylko że tak mało piszesz o kebabach ! ;)
jest dobrze ...